piątek, 11 września 2015

Ponowne przeprosiny

Tak wiem. Obiecałam Wam rozdział już dawno temu ale ze względu na moje sprawy prywatne troszke sie to opóźniło:( Już wzięłam sie za pisanie 18+ i powinnam niedługo skończyć. Wiem ze zapewne wiele z Was przestało już czytać mojego bloga ale dziękuje tym co przy mnie wytrwali, jesteście najlepsi i nie zasłużyliście na to by tyle czekać dlatego tez kawałek z 18+ dołącze do istniejącego rozdziału i napisze odrębny rozdział normalny:)
Jeszcze raz przepraszam i dziękuje za wytrwałość<3

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdzial 14~ 'Imieniny cz.2'

Imieniny minęły w miłej i rodzinnej atmosferze. Było tak jak zawsze marzyłam. Wszyscy przy jednym stole, dużo jedzenia, rozmowy na rożne tematy i te poczucie bezpieczeństwa, które odczuwasz gdy jesteś blisko osób które kochasz.

-Kochanie, mogę już otworzyć?

-Co otworzyć?- Pytam zaskoczona

-Prezent od ciebie

Przypominam sobie nagle, ze Peeta wciąż nie otworzył pudełka.

-Pewnie, ze możesz.- Blondyn patrzy się ma mnie podejrzliwie i powoli zaczyna rozrywać opakowanie. Wszystko robi z niesamowitą cierpliwością i dokładnością. Kiedy zostaje już tylko samo pudełko, ponownie na mnie zerka.

-Na co czekasz? Otwieraj!- Uśmiecham się do niego, lecz w środku cała drze gdyż nie wiem jaka będzie jego reakcja na podarunek. Nie jest to zwykle coś w moim stylu, ale Johanna długo mnie do tego przekonywała.

W końcu Peeta otwiera pudełko . Przez długi czas patrzy się w jego zawartość i milczy. Po minie mogę stwierdzić, ze jest zszokowany.

-T-to dla... nas?- Pyta zdziwiony. Nie mogę stwierdzić czy jest zły czy szczęśliwy, wyglada bardziej na zszokowanego.

-Eh wiem, ze to głupie. Nie powinnam była Tobie tego dawać, był to pomysł Johanny i namówiła mnie do tego, wiec się zgodziłam bo pomyslałam, ze to wcale nie jest takie głupie, ale jak na to teraz patrzę, to czuje się upokorzona i jest mi strasznie głupio, przepraszam Peeta...- Mowię na jednym wdechu

-Katniss...- Stara się coś powiedzieć, ale mu przerywam.

-Daj mi pudelko Peeta, a ja to wyrzucę, udawajmy ze tego w ogóle nie było.

-Ale mi się to podoba.

-Błagam nie mów już nic. Już się czuje głupio.- Mowię ze spuszczona głowa. Po chwili dopiero docierają do mnie słowa Peety.- Czekaj, co?

-Podoba mi się. Po prostu byłem na początku zdziwiony, takie rzeczy to nie w twoim stylu.

Czuje jak moje policzki płoną.

Peeta wyciąga zawartość pudełka i podaje mi strój.

-To jak? Robimy to? Bardzo chciałbym skorzystać z prezentu od mojej najukochańszej.

Po raz kolejny sie rumienie.

-Możemy spróbować- Mowię niezdecydowana.

Wychodzę do łazienki sie przebrać i po chwili jestem gotowa.

Nie mogę sie teraz wycofać, jest za późno.

Wychodzę przebrana. Dochodzę do sypialni i dostzegam Peete. Z ust wydobywa mi sie parsknięcie. Nie mogę sie powstrzymać.

-Pokaż sie no tutaj, zobaczymy kto z kogo będzie sie śmiał.

Peeta ma racje, lecz za każdym razem gdy kieruje na niego wzrok nie mogę opanować śmiechu.

Peeta

Na łożku

Skuty kajdankami

W samej bieliźnie.

Jest to zarazem śmieszne jak i seksowne.

-Podejdziesz do mnie czy mam tutaj tak leżeć cała noc?

-Cierpliwości.- Wchodzę na łóżko i kładę sie na Peete. Schylam sie i całuje go delikatnie. Chłopakowi jednak to nie wystarcza i zaczyna całować mnie coraz mocniej i mocniej, aż w końcu całujemy sie bez opamiętania.

-Jesteś gotowy na niegrzeczna Katniss?

-Jak nigdy dotąd.

Może Johanna miała racje? Może warto czasem w życiu poeksperymentowac?


~


Wiem, ze rozdział krotki, ale nie chciałam żebyście tak długo czekali. Chciałam napisać coś w stylu 18+ ale nie wiem czy byście chcieli taki rozdział. Napiszcie w komentarzach co chcecie by wydarzyło sie w następnym rozdziale, a kto wie? Narazie Was żegnam i życzę udanych wakacji! (Trochę spóźnione no cóż)

piątek, 24 lipca 2015

NEWSY!

Witam Was kochani! Tak, wiem ze nie było mnie dosyć długo, ale koniec roku i te sprawy. Teraz jestem na całe wakacje w Wielkiej Brytanii wiec będzie mi cieżko często pisać ale obiecuje Wam ze nie zostawię tego bloga :) Będę pisała jeszcze przez długi czas także proszę się nie martwić :) Następny rozdział ukaże się już niedługo

A tak zmieniając temat, kto widział już OFICJALNY ZWIASTUN KOSOGLOSA CZ. 2

Tutaj macie link:   http://youtu.be/n-7K_OjsDCQ.

środa, 20 maja 2015

Rozdział 14~'Imieniny cz.1'

Cieszę się, że nareszcie jesteśmy wszyscy razem. Gdy siedzimy tak przy rodzinnym stole, gdzie świętujemy imieniny Peety dopiero teraz zaczynam rozumiec, że oni są dla mnie wszystkim i gdybym miała ich stracić, to nie wiem co by zrobiła.

-Dobrze to teraz czas na prezenty. Peeta, życzę ci wszystkiego co najlepsze, by twój umysł był wypełniony tylko tymi dobrymi myślami, bardzo dużo zdrowia oraz długiego żywota u boku Katniss.-Gdy Annie kończy składać życzenia, wręcza blondynowi pudełko średniej wielkości. Peeta potrząsa pudełkiem. Zapewne zastanawia się co w nim jest. Śmieję się pod nosem i parzę jak mój ukochany starannie otwiera swój prezent. Okazuje się, że jest to książka kucharska.

-O matko, Annie! Skąd to masz?!

-W czwórce mam koleżankę, która mi ją załatwiła.-Dziewczyna uśmiecha się do Peety, a ten nie może posiąść się z radości.
Następnie podchodzą Effie wraz z Haymithem.

-No młody, dużo alkoholu, zabaw z Katniss...-Gdy nasz były mentor chce dokończyć swoją wypowiedź, przerywa mu Effie, pukając go w głowę.

-Wybacz Peeta. Skarbie, życzę tobie najlepszych ciuszków prosto z Kapitolu, jak najdroższych prezentów oraz najlepszego wystroju domu.-Mój ukochany zaczyna się śmiać i przytula parę.

-Nowa koszula i bimber. Dziękuję wam, jesteście najlepsi.-Cieszę się, że Peeta jet zadowolony. Może nie są to jego wymarzone prezenty, ale jednak są one od najbliższych i to się naprawdę liczy.
Przychodzi kolej na Johanne.

-Mój ty przystojniaku! Życzyłabym tobie najlepsze branie w całym Panem, ale po pierwsze juz je masz, a po drugie Katniss by mnie chyba zatlukla. Tak więc chcę tobie życzyć bardzo dużo udanego seksu, namiętności z bezmózgiem i żeby nam już nikt ciebie nie porywał. Trzymaj, taki skromny prezencik ode mnie.-Kiedy Peetw rozpakowuje prezent od Johanny, staję wryta i robię się czerwona jak burak.

-Johanna!-Warczę.

-No co? Przyda wam sie trochę fantazji w łóżku, a jeżeli nie chcesz to zawsze ja mogę wziąć sobie to i z Peetą...

-Zabiję cię kiedyś, obiecuję.-W opakowaniu znajduje się seksowny strój pokojówki, bicze itp., czyli inaczej cała Johanna.

Gdy wszyscy są już po wręczeniu prezentów, nawet Gale, przychodzi kolej na mnie.

-Peeta, wiem, że nie potrafię dobierać tak pięknie słów jak ty, ale postaram się jak najlepiej złożyć tobie życzenia.  Wszyscy wiemy, że te złe jak i ciężkie chwile, które przeszedłeś są moją zasługą i że niegdy nie zaslugiwalam i zaslugiwac nie będę na ciebie, ale wiedz że kocham ciebie najbardziej na świecie i choć pojęłam to tak późno, to na pewno jak najbardziej szczerze. Życzę ci, więc szczęścia, dużo miłości, jak najwięcej tych dobrych chwil, zdrowia i długiego, spokojnego życia, u boku osoby, którą kochasz. Przyjmij ten prezent jako dowód mojej miłości, chociaż gdybym miała opisać moją uczucia do ciebie rzeczą to nie mogłabym tego zrobić, ponieważ żadna rzecz nie jest tak ogromna jak moja miłość do ciebie.

-Katniss...-Peeta zaczyna mnie ściskać tak mocno, jakbym miała zaraz zniknąć i szepcze prosto do ucha.

-Kocham cię. Zawsze i na zawsze.

-Ja ciebie też Peeta.-Mówię i podaję blondynowi prezent ode mnie. Nie jest on specjalnie duży, ale liczy się zawartość. Mam nadzieję, że ucieszy się chociaż odrobinę.

-To co, kto ma ochote na tort?

-Upiekliście dla mnie tort? Nie musieliscie sie az tak wysilac...

-Wszystko co najlepsze dla najlelszej osoby. Przyznaj sie, jestes ciekawy jak nam wyszedł.

-Może troszeczkę.

Peeta ma zamiar rozpakować prezent ode mnie, lecz na całe szczęście powstrzymuję go od tego.

-Kochanie nie teraz. Otworzysz go gdy będziemy sami.

-Mam się bać?-Lekko chichoczę i przytulam do siebie blondyna. Tęskniłam za tym i to bardzo.

Nagle do pomieszczenia wchodzi Annie wraz z Johanną. Niosą przeogromny tort, który ma różne warstwy.


No i tak prezentuje się pierwsza część rozdziału, niedługo 2 część wiec bądźcie cierpliwi. Zauważyłam tez, ze ilość komentarzy spadła co mnie smuci :( 
Kiedyś było po 10-12, a teraz jet tak z 6-7. Mam nadzieje, że pod tym rozdziałem komentarzy będzie przynajmniej 10
Kocham i pozdrawiam wszytkich <3
~Julia Mellark

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 13 - "Słodkie bezy połączone ze ścianą"

-Katniss, przepraszam.. Przepraszam za wszystko... Proszę, wybacz mi-kręci przecząco głową. Karci się, a ja nie wiem czy dobrze robię ignorując jego słowa.
-Peeta nic się nie stało, przecież to, że mnie nie pamiętałeś to nie była twoja wina. Za wszystkim stoi ta przebrzydła..-zawieszam się, ponieważ momentalnie jej imię wylatuje mi z głowy. Albo ze szczerej nienawiści do tej kobiety albo ze zwykłego zmęczenia.
-Sevena?-pyta ironicznie Peeta i krzyżuje ręce na klatce piersiowej.
-Dokładnie-zauważam i uśmiecham się niewinnie. Blondyn cicho się śmieje i podaje mi dłoń.
-Wracajmy już Katniss, reszta nie wie gdzie jesteś-posyła mi pokrzepiający uśmiech i patrzy na mnie z wyraźną ulgą.
-Dobrze chodźmy-odpowiadam i podaję Peecie rękę. Wyprowadza mnie z lasu, a ja czuję się skrępowana, ponieważ tym razem to on zna dobrą drogę w moim świecie. Zajmuje nam to trochę czasu, ale dajemy w końcu radę przedrzeć się przez gęstwiny. Gdy dochodzimy do znajomych wszyscy odwracają głowę w naszą stronę. Johanna dokładnie mnie lustruje, a gdy już zauważa, że wszystko jest dobrze, jako pierwsza rzuca mi się na szyję. Potem każdy po kolei, a ja odwzajemniam wszystkie ich uściski. Tak bardzo za nimi wszystkimi tęskniłam. Nareszcie nasze życie może wrócić do normy. Bynajmniej taką mam nadzieję.
-To, co Pan Prezydent proponuje?-śmieją się razem i zerkają na blondyna.
-Może już wracamy, co? Trochę się stęskniłem za naszym małym domem wariatów.
-Jestem za!-krzyczy Haymitch i wyjmuje z kieszeni piersiówkę. Effie patrzy na niego spod długich rzęs i kręci głową z dezaprobatą.
-Nałożę ci limit-oznajmia i zostawia byłego mentora w tyle.



Gdy docieramy do domu, wszyscy rozchodzą się do swoich mieszkań, po to by się przebrać i przyjść do nas. W końcu mamy zaległą imprezę imieninową. Prawdopodobnie Mellark zapomniał o swojej uroczystości. Zapomniał, myślę. Przez chwilę przechodzą mnie dreszcze i jestem zmuszona zamknąć oczy, aby tylko się nie przewrócić. Przełykam głośno ślinę i łapię się blatu kuchennego. Nie wiem jak można być tak okropnie złym. Trzeba mieć okropnie zniszczone życie, a takie mała Sevena. Kiedy ja przeżywam swoje małe załamanie do pokoju wchodzi rozanielony Peeta. Zabiera jedno winogrono z ogromnej misy i wolno przeżuwa. Ignorując mój ból zaciskam ręce w pięści i uchylam powieki.
-Kochanie, idź się ładnie ubrać, a ja postaram się coś ugotować-mówię i uśmiecham się ciepło. To ja teraz potrzebuję pomocy, a jedynym lekarstwem jest to, co stoi na najwyższej półce.
-Z, jakiej to okazji?-pyta i mruży oczy. Podchodzi bliżej i łapie mnie za ręce stopniowo chyba odgadując mój stan.
-Zobaczysz, a teraz leć na górę-całuję go w policzek i idę do kuchni. Po chwili słyszę jak niepewnie porusza się na górę. Kiedy dociera do mnie odgłos zamykanych drzwi szybko dobieram się do szafki. Gdzie jesteś?, kołacze mi w głowie, kiedy zaraz po tym mam w ustach pięć kolorowych tabletek. Spokojnie Katniss, wszystko będzie dobrze. Tylko musisz się uspokoić. Przełykam pigułki i zagryzam dolną wargę. Muszę się skupić na czymś innym. Gotowanie. Będzie trochę ciężko. Całe jedzenie, które było przygotowane nadaje się teraz do wyrzucenia. Będę potrzebowała do tego pomocy. Sięgam po telefon i dzwonię do Annie. Na moje szczęście rudowłosa odbiera już po kilku minutach. Opowiadam jej całą sytuację, a ona jedynie zgadza się na wszystko, co jej zaproponuję. Mówi, że za parę minut powinna się pojawić, a ja jedynie wyrzucam śmietki do pobliskiego kosza. Kładę się na kanapie i spokojnie wszystko powtarzam. Doktor Aurelius może miał rację, że to przez stres mam halucynacje, osłabienie i depresję? Niezbyt ufam temu czarusiowi, ale skoro jest lekarzem to raczej wie, co robi. Kiedy tak leżę i wspominam do domu wchodzi Annie z tysiącami garnków, patelni, rurek, rękawów do lukrów i saszetek. Otwieram usta żeby coś powiedzieć, lecz potem od razu je zamykam. Jeśli ja mam gotować z tym wszystkim to zejdzie się do przyszłego tygodnia. Rudowłosa oznajmia, że jakoś sobie poradzimy i mam nie przesadzać. Staję obok niej i porozrzucanych "narzędzi". Łapię się za biodra i wydymam usta.
-Ja robię ciasto, ty zrobisz resztę. Sprawiedliwe-uśmiecham się i zabieram do pieczenia.


Szczerze mi to nie idzie. Nie to co Annie. Zrobiła już pięć potraw, a ja się męczę z mikserem. Mam złe przeczucie, że w każdym momencie może zejść Peeta i będzie się tu krzątał, rządził i całe przyjęci piorun strzeli. Oblizuję palce, które zanurzyłam w puchatej bezie i delektuję się słodkim smakiem. Nie jest całkowicie spieniona, ale, gdy się jej skosztuje rozpływa się na podniebieniu. Mogłabym zostać smakoszem. Rudowłosa wyjmuje z piekarnika okropnie smaczną kaczkę, a ja zauważam, że zjadłam 3/4 bezy. Zagryzam policzek i krzyżuję ramiona. Co teraz? Naprawdę jestem taką niezdarą, że nie umiem zrobić Niczego? Podchodzę do kobiety i uśmiecham się przyjaźnie.
-Annie..-przeciągam n, a ona patrzy na mnie rozczarowana. Kiwa głową na znak zgody i ponownie zabieramy się za robienie ciasta. Kiedy chcę sprawdzić gęstość piany dostaję po palcach. Prycham trochę złośliwie i ukradkiem, kiedy Annie odwraca się by zerwać bazylię do kaczki oblizuję łyżkę stojącą obok. Winszuję sama sobie i oznajmiam rudowłosej, że idę się odświętnie ubrać. Tak naprawdę będę czatować czy blondyn przypadkiem nie ma ochoty zejść na dół. Wciskam się w róg przy mahoniowych drzwiach i zaczynam gonitwę myśli. Muszę się jakoś przygotować na dzisiejszy wieczór. Jeśli w pewnym momencie zabraknie mi sił i będę zmuszona wziąć tabletki? To się może źle skończyć i ja jestem tego pewna. Po dwudziestu minutach do domu zaczynają schodzić się ludzie. Kiedy chcę się wydostać uniemożliwia mi to ściana. Pięknie, Everdeen, myślę. Zaklinowałam się. Peeta odszykowany jakby się urodził w Kapitolu schodzi na dół, a kiedy już się tam znajduje słyszę głośne śmiechy. Znowu wszystko zepsułam.


Peeta

-Wie ktoś może, gdzie jest Katniss?-pytam, ale wszyscy kręcą przecząco głowami. Annie jedynie posyła mi spojrzenie i kiwa pokazując schody. Gdyby tam była to, gdzie mogłaby się podziać? Na górze są dwa pokoje, z czego dwa to garderoba i łazienka. Kiedy Haymitch zaczyna opowiadać, jak to jest biedny, ponieważ Effie zaczyna go okładać, kiedy pije, ja niepostrzeżenie wchodzę na górę. Dokładnie szukam duszy w pokojach, ale za nic nie ma śladu po Katniss. W końcu zauważam cień przy drzwiach od sypialni. Zabieram z rogu jeden ze sztucznych "bambusów" ustawionych przy łazience i podążam w tamtym kierunku. W końcu, gdy podchodzę do sprawcy zaczynam się gromko śmiać. Katniss zaklucza ręce i marszczy nos. Podaję jej rękę i pomagam się wydostać, nadal się śmiejąc.
-Mam za duże biodra-oznajmia i wzdycha smutno.
-I tak cię kocham-mówię i całuję ją w czoło

Dzisiaj macie rozdział dosyć słabo napisany, ponieważ wszyscy chcą mi zabrać komputer, a Julka nie ma zbytnio czasu :c Przepraszamy, że tak długo nie było rozdziałów, ale szkoła i te sprawy ;)) Julia ma egzaminy gimnazjalne...W następnej notce opiszemy (chyba raczej może jednak iż analiż tak) imprezę imieninową Peety i mam nadzieję, że zostawicie dużo komentarzy <3 Pozdrawiamy was i przepraszamy za taką dosyć słabą notkę, pyśki :*
~MajaHutcherson
~Julia Mellark


środa, 11 marca 2015

Rozdział 12 "Las"

Katniss:

Biegnę ile sił w nogach. Byleby jak najdalej stąd. Muszę... No właśnie, co ja muszę? Do Peety nie mam co wracać. Nie pamięta mnie. Cieszę się jego szczęściem, lecz niestety może nie było nam pisane bycie razem. Moi przyjaciele są bezpieczni. Cali i bezpieczni. Chciałabym ich zobaczyć, ale nie zamierzam wracać. Chcę wyjechać gdzieś, gdzieś daleko. Nie do 12 Dystryktu. Nie mogłabym znieść widoku blondyna, o ile by w ogóle wrócił. Jest w końcu prezydentem, a to jest duża odpowiedzialność,  więc wątpię, żeby chciał wracać. Może tak będzie lepiej? Może będzie szczęśliwszy z dala ode mnie? Teraz zacznie nowe życie. Bez cierpienia oraz bólu, jaki mu sprawiałam za każdym razem, gdy był w pobliżu mnie...
Nagle się zatrzymuję. Coś mi tutaj nie pasuje. Jestem w lesie i robi się coraz ciemniej. Nie znam tutejszego lasu, nigdy tu nie byłam. Do głowy przychodzi mi nieciekawa myśl.  Chyba się zgubiłam... Wzdycham cicho i rozglądam się po okolicy. Co teraz? Wyśpiewuję krótką melodię Kosogłosów, a po chwili odpowiadają mi właśnie te ptaki. Jeżeli ktoś jeszcze o mnie pamięta to rozpozna moje "S.O.S". Siadam pod grubym drzewem i cicho pogwizduję. Pomimo mroku jestem zdolna zauważyć moje  niektóre rany i blizny. Nagle słyszę głośne łamanie gałązki i aż sama nie mogę w to uwierzyć.

Peeta:

-Co to znaczy "nie wiem gdzie jest Katniss"?-mało nie krzyczę.
-No po prostu, nie wiem. Podobno wybiegła zaraz po ogłoszeniu wyników I słuch po niej zaginął.
-Miałaś ją mieć na oku!
-Oj kochanie, po co ci ona? Masz przecież mnie, nie pamiętasz?
-Pamiętam I to aż za dobrze. Wszystko pamiętam, rozumiesz? Wszystko.
-Przecież to niemożliwe, mieli tobie dać..
-Co dać?-Przerywam jej.
-N-nic...
-Mów!
-Większą dawkę serum.-Szepcze. Nie mogę w to uwierzyć. Dałem się. Po raz drugi.
-Po co mi podalas te serum? Żeby mieć nade mną kontrolę?
-Nie! Znaczy się w pewnym sensie tak. Kocham ciebie I chciałam, żebyś i ty pokochał mnie.
-I po to to wszystko było? Bo buzuja ci hormony? Zakochasz się jeszcze nie raz, uwierz mi.
-To nie wszystko. Chciałam po prostu, żeby rządy Snowa wróciły.
-Dlaczego?-Pytam ze zdziwieniem.
-Bo jestem jego wnuczką.

Czuję jak wiatr muska moją skórę. Muszę znaleźć Katniss. Tylko to  się liczy. Nie mogłem tam dłużej siedzieć, za dużo emocji jak na jeden dzień. Z tego co kojarzę jestem w tutejszym lesie. Znam Katniss i mogę się założyć, że gdzieś tutaj jest.

Katniss:

Odwracam się i widzę Peetę. Nowego prezydenta Panem. Jestem ciekawa co on tutaj robi, w końcu jego dziewczyna została w mieście.
-Wszędzie cię szukałem.
-Po co?-Pytam zdziwiona.
-Martwiliśmy się o ciebie...
-Ty czy cała reszta?
-Jeżeli tutaj jestem to chyba oczywiste, że ja również. Katniss ja...-Przerywam mu.
-Nie Peeta. Ja-a sobie poradzę...  Ty masz ważniejsze sprawy na głowie niż dziewczynę, którą ledwie pamiętasz. Masz nową dziewczynę, nowe obowiązki. Nie ma tam miejsca dla mnie.
-Nie mów tak. Chciałem ci właśnie powiedzieć, że...
-Przestań! Nie widzisz, że mam dość litości! Nie mogę być blisko ciebie, wiedząc, że nie mogę ciebie pocąłować,przytulić. To mnie przerasta.-Nagle Peeta podchodzi  do mnie i ujmuje moją głowe, głęboko patrząc mi w oczy.
-Pamiętam cię, Katniss.-A ja tylko zamykam oczy, a blondyn łączy nasze usta w namiętnym pocałunku.  Jednak warto było czekać...

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Chciałyśmy Was przeprosić za tak długie czekanie. Po prostu zbliża się koniec roku, ja mam egzaminy, bierzmowanie i ciężko mi było to wszystko połączyć, ale obiecuje(my) że rozdziały będą pojawiać sie częściej. Wiem, że ten rozdział jest krótki, ale Maya nie miała dostepu do internetu, ze mną też kiepsko i jakoś tak wyszło. Weszłam dzisiaj i posatanowiłam coś dla was wyskrobać. Mam nadzieje, że nam wybaczycie :) 

niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 11 "Prezydent"

No dobrze, więc witam po przerwie! Tak, tak wróciłam :) Ale nie sama. Jest ze mną Pani Maja Mellark! Od dzisiaj razem będziemy prowadziły tego bloga :) Mam nadzieję, że się cieszycie xD 
A przed państwem premierowo rozdział 11! Nasze wspólne dzieło.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Katniss:

On pamięta. Nie ważne co, ważne że w ogóle coś. Serum najwyraźniej nie było podane w wystarczającej ilości, by wszystko zapomniał. Wiem, że jeszcze daleko do przypomnienia sobie chwil spędzonych ze mną, ale ja mogę poczekać. To wymaga czasu i cierpliwości. Mogę opowiadać Peecie o jego dzieciństwie i o wszystkich ważnych chwilach w jego życiu. Regularna terapia i Peeta będzie z powrotem. Tylko mam nadzieje, że do tego czasu blondyn będzie mnie często odwiedzał.

8 dni później...


Dzisiaj jest ogłoszenie nowego Prezydenta Panem. Starałam się, lecz niestety nie udało mi się przypomnieć Peecie, kim dla niego jestem. Oczywiście przychodził do mnie codziennie i zaczął wspominać swoje prawdziwe dzieciństwo, ale to wszystko. Nic więcej nie pamiętał. Widziałam, że próbował, ale trucizna była silniejsza.
Gdzie są moi przyjaciele? Sama chciałabym wiedzieć. Sevena się nie pokazywała. Była chyba zajęta swoim planem. Ze śmiercią się już pogodziłam, ale boli mnie to, że nie będzie przy mnie Peety oraz moich przyjaciół. Zostałam sama. Skazana wyłącznie na siebie. Nie wierzę, że tak to się skończy. Miał być spokój. No właśnie-miał. Chyba zasłużyłam sobie na spokojne życie. Widocznie nie. Najgorsze jest w tym to, że zawsze cierpią przy tym moi najbliżsi. Ile bym dała, żeby zobaczyć się z moimi przyjaciółmi...
-Już czas.-Powiedział męski głos. No tak. Czas na moją porażkę. Tylu ludzi zginęło po to, żeby inni mieli spokój na jakieś 3 miesiące. A teraz to wszystko na nowo wróci. Strach. Przemoc. Ilu ja już ludzi zawiodłam.
-Gdzie mnie zaniesiecie?
-Sevena chce żebyś miała najlepszy widok na wybory-Świetnie, zawsze o tym marzyłam, myślę, gdy dwoje mężczyzn bierze mnie za ramiona.
-Przecież nie ucieknę-cedzę i przewracam teatralnie oczami. Naprawdę nie uśmiecha mi się oglądanie wyborów, a co dopiero, jeżeli będzie tam ona. Głośno wzdycham i daję się posadzić przed szerokim odbiornikiem. Odwracam wzrok w stronę ściany. Chyba nie sądzili, że będę je jeszcze oglądać. Marmurowo ceglane dzieło jest bardziej intrygujące i o wiele, wiele bardziej interesujące niż Sevena i jej wygrane wybory. Bo nie oszukujmy się - Na pewno ona zostanie nowym prezydentem Panem, a wtedy.. Powtórka z rozrywki. Czyli jednak, co z rodziny to zostaje w rodzinie. W Sevenie płynie zdradziecka krew, chęć władzy i cierpienie niczemu winnych ludzi. Przyglądam się zagłębieniom w budynku.  
-Nowym Prezydentem Panem zostaje-na te słowa od razu się ożywiam i wlepiam wzrok w telewizor. Sevena Snow prostuje się dumnie, otwiera usta i uśmiecha się to tłumu. Wchodzi na pierwszy schodek estrady, a potem mało z niej nie spada. Ja także jestem zaskoczona tym obrotem sprawy. Wręcz wyrywam się z kanapy i zaczynam się głupio cieszyć.
-Peeta Mellark!-krzyczy kobieta na scenie, a wtedy wnuczka Snowa od razu podrywa się do góry.
-Że co proszę? Czy wyście kompletnie powariowali? To ja! Ja miałam wygrać! Ja!  Przecież... On kazał wam na mnie głosować! Peeta nawet nie kandydował! Powiedz im skarbie, że nie chcesz być Prezydentem. -Głucha cisza.-No powiedz im blondasie!
-Nie radzę-grozi jej Peeta, a ja czuję jak od uśmiechu bolą mnie policzki. Wtedy dopiero ich dostrzegam. Oni żyją! Johanna, Haymitch, Effie. Stoją na scenie. Oni wszyscy. Cali. Zdrowi. Bezpieczni. Ze mną. Odwracam się do ludzi Seveny.
-Puścicie mnie już?-pytam jak mała dziewczynka, która została zganiona przez rodziców. Oni tylko patrzą na siebie i wzruszają ramionami. Robią mi przejście, a ja wybiegam. Biegnę ile sił w nogach. 

Peeta:

Wchodzę do swojego pokoju i zaciskam dłonie na krześle. Co się dzieje? Obrazy zaczynają przelatywać mi przed oczami. Raz widzę dziewczynę z celi, a raz zmieszańca, który usiłuje mnie zabić. Łapię się za głowę, aż w końcu nie wytrzymuję i kopię krzesło stojące obok mnie. Niezaprzeczalne, że moja pamięć powraca, ale jak to jest możliwe, skoro wszystko pamiętam? Wiem jak było.. Sevena.. Nie ma jej w tych wspomnieniach. Kazałem Strażnikom Pokoju zabrać ją do środka. Właściwie to czemu jej nie pomogłem? Tuż obok mnie stał Haymitch. Haymitch.. Haymitch! Pamiętam go, był naszym mentorem. Naszym. Katniss. Przecież cię pamiętam! Johanna, Effie... Wychodzę z pomieszczenia i idę na estradę.
-Oto nasz nowy Prezydent Panem!

wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 10 "Skrawek pamięci"

Ten rozdział dedykuję 0niewidzialna0 :) chciałaś z perspektywy Peety to masz <3 Ostatnią część One Shota kończę, więc powinna się niedługo pojawić :D Dziękuję też  pannieHutcherson za obronę i za regularne komentowanie <3 Tobie również dedykuję rozdział ♥
P.S Kocham Was wszystkich <3

***

*Peeta*

Gdy jestem już za drzwiami, oddycham z ulgą. Trochę niezręcznie się czułem przy tej dziewczynie. To dziwne, gdy ktoś nieznajomy mówi o tobie tak, jakby znał cię całe życie... Ale jest w niej również coś pociągającego, co sprawia, że chcę być blisko niej. Blisko Katniss. Ma śliczne imię. Bardzo do niej pasuje. Idę do pokoju, by się położyć spać, lecz nagle zauważam biegnącą do mnie Sevenę.
-Gdzieś ty był?! Szukałam cię wszędzie!-Zaczyna krzyczeć jak opętana. Rozumiem, że się martwiła, ale nie było mnie zaledwie pół godziny. Nie ma co dramatyzować...
-Już okej, wróciłem już. -Uspokajam ją, ale nie daje za wygraną.
-Gdzie byłeś?
-U tej dziewczyny. Musiałem emmm...-Myśl Peeta, myśl. Nie możesz powiedzieć jej prawdy.-Musiałem dać strażnikowi, który ją pilnuje coś do picia, bo mnie o to poprosił.
-Niech ci będzie. Ale nie odchodź ode mnie bez słowa. Nigdy.
-Dobrze kochanie.-Wzdrygam się wymawiając te słowa, ponieważ jeszcze nie przywykłem do tego, że mam dziewczynę. Obudziłem się nic o sobie nie wiedząc. Pokazali mi wspomnienia z dzieciństwa.
Wspomnienia.
Coś mi to  mówi i nie jest to nic przyjemnego. Czuję jak zaczynam się nadmiernie pocić. Nie rozumiem co się dzieje.
Kładę sie do swojego łóżka obok łóżka Seveny.
-Dobranoc.-Słyszę cichy szmer i po chwili wszystko cichnie. Pewnie już śpi-myślę. Wstaję najciszej jak mogę i zaczynam kierować sie w stronę celi Katniss. Chcę jej dać koc. Ona nie ma nawet łóżka. Gdy dochodzę na miejsce, zatrzymuje mnie czyjś głos.
-Panie Mellark nie powinien pan iść spać?-Pyta się jeden ze strażników.
-Przyszedłem Cię zmienić. Widzę, że odpływasz, a ja coś czuję że dzisiaj już nie zasnę...
-Naprawdę mógłby pan..?
-Oczywiście. Leć do wyra, ja sobie tutaj posiedzę.
-Dziękuje.-Nie mija nawet 5 minut,a zostaję sam. Wchodzę powoli do celi i zastaję leżącą Katniss na podłodze. Wyglada tak niewinnie...
Nie Peeta. Ona jest zła. Rozpętała wojnę. Chciała się pobawić w dowódcę.
Jest taka drobna... Ktoś taki jak ona nie może być zły. Bez serca .
Podchodzę do dziewczyny i układam koc na jej ciele. Nagle czuję jak mnie
odpycha i odskakuje na drugi koniec pomieszczenia.
-To tylko ja. Przyniosłem ci koc.
-Ppo co..?
-Nie chcę żebyś zmarzła. Tu jest strasznie zimno.
-Dziękuję-Zauważam ukradkiem rumieńce, które sie pojawiają na jej policzkach.
-Zostaniesz ze mną?-Nie mam pojęcia co jej odpowiedzieć. Przecież nie mogę tutaj zostać na całą noc. Sevena sie wścieknie. Zresztą jest moją dziewczyną i powinienem właśnie z nią spędzać większość czasu. Przecież zawsze tak było. Odkąd sie urodziłem. Prawda...?
Jakiś cichy głos w mojej głowie podpowiada mi, że coś jest nie tak. Tylko jeszcze nie wiem co...
Zauważam, że Katniss wtuliła sie we mnie nie czekając na odpowiedź, ale cały czas serce nasuwa mi na język jedno słowo.
-Zawsze.-Dziewczyna uśmiecha się lekko i wtula się we mnie coraz mocniej. Wiem że nie powinienem, ale na mojej twarzy rownież pojawia sie uśmiech.

***

Budzę się rano przy Katniss. Musiałem wczoraj zasnąć i zapomniałem wrócić do Seveny. Patrzę na zegarek, który dostałem od dziewczyny i wnioskuję, że jest godzina 5:34. Trochę wcześnie. Posiedzę jeszcze chwile, mam czas.
-Peeta? To ty?
-Tak.
-Co ty tu robisz? Przecież masz ciepłe, miękkie łóżko i zamiast tego wybierasz zimny cement?
-Nie chciałem ciebie obudzić. Spałaś na moim ramieniu i bałem się, że każdy ruch może cię obudzić...
-A co z Seveną?
-Pewnie jeszcze śpi. Jest przed szóstą.
-Pamiętam jak zazwyczaj budziłam się w pustym łóżku, ponieważ ty już robiłeś śniadanie. Wszystko było zawsze na czas.-Czuję jakby skrawek wspomnienia z dzieciństwa przeszedł przez mój umysł. Pamiętam poranne wstawanie.
-Musiałem zawsze wstawać bardzo szybko, ponieważ ludzie stawali już o świcie w kolejkach po chleb.
-Pamiętasz.-Szepcze Katniss z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ja...Ja sam nie wiem...Głowa mi pęka...-Czuję, jakby w moim umyśle odbywała się walka wspomnień. Te z Kapitolu przeciwko tym z 12 Dystrtyktu.
-Muszę wyjść. Przepraszam.-Mówię i wychodzę.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 9 "On mnie nie pamięta"

Zapraszam do komentowania oraz do zadawania pytań bohaterom opowiadania w zakładce "Zapytaj bohatera" :)




-Pytam się ostatni raz. Co Ty mu zrobiłaś!-Krzyczę załamana. Widok Peety przytulającęgo inną dziewczynę przyprawia mnie o mdłości.
-Skarbie mógłbyś nas zostawić same?-Peeta stoi i się we mnie wpatruje, lecz po chwili się otrząsa i opuszcza pomieszczenie. Gdy całkowicie znika z zasięgu wzroku Sevena kontynuuje.
-Powiedzmy, że podałam Mu serum pamięci. Gdy się obudził nic nie pamiętał, był jak nowonarodzony. Można było Mu wmówić byle kit.
-Jak mogłaś? Przecież to jest teraz inna osoba. To nie jest Peeta.
-Ależ kochana, to Peeta we własnej osobie. Ten sam charakter i ten sam talent, tylko po prostu wspomnienia inne.-Wspomnienia. Ciekawe czy pamięta tortury w Kapitolu..? Oczywiście, że nie. Ta gówniara zapewne wmówiła Mu, że znają się od dzieciństwa. Kłamca. Jestem w rozsypce. Ja dla Peety nie istnieję, tak jakbym nigdy się nie urodziła. A jednak patrzył na mnie jakby coś mu się przypomniało, albo mi się tak zdawało.
-I jak się teraz czujesz? Bo ja jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. W Dzień Wyborów, gdy zostanę Prezydentem, Peeta ma zamiar mi się oświadczyć i zaraz po tym Cię zabiję. Albo nie. Mam lepszy pomysł. Będziesz gniła w lochu do końca swojego nędznego życia.
-Sevena, Ty wcale nie musisz być taka jak Twój dziadek. Możesz dokonać własnego wyboru.
-Już go dokonałam. Moim wyborem, moją decyzją jest pomścić mojego dziadka, którego Ty zabiłaś!
-Przecież to nie ja Go zabiłam.
-To że nie zabiłaś Go osobiście wcale nie znaczy, że jesteś niewinna. Bo to wszystko przez Ciebie! Wyprowadzić ją stąd do jej lochu. Niech tam siedzi.-Podchodzą do mnie mężczyźni i zaczynają mnie ciągnąć z powrotem do ciemnego holu.
-Zaczekaj! Powiedz mi tylko co się stało z moimi przyjaciółmi? Ich też wzieliście?!
-Cokolwiek byle Cię złamać.-Szepcze Sevena. Czyli wiem już, że tak.  Te słowa. Prim użyła identycznych w 13 Dystrykcie...
Nagle czuję nasilijący się ból głowy, a przed oczami mam coraz ciemniej, aż w końcu całkowicie tracę kontakt z rzeczywistością.

***

Leżę na łące pełnej kwitnących mniszków. Jest wiosna. Ciepła, słoneczna wiosna. Obok mnie Prim bawi się z Rue, a w oddali widzę Finnicka z Mags. Są tutaj wszyscy. Jest tutaj tak spokojnie i tak cicho. Chciałabym tu zostać na zawsze, ale czegoś mi brakuje. Brakuje mi Peety. Jego ciepłego uśmiechu, silnych ramion. Tęsknię za nim. Długo już Go nie widziałam i raczej nie zobaczę w najbliższym czasie. Jest teraz "szczęśliwy" z Nią. Są małżeństwem i mają dzieci. Mają szczęście, że mieszkają w Kapitolu i że ich rodzice pełnią ważną funkcję, bo inaczej wylądowałyby na arenie. Podobno wznowiła igrzyska, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Nie mogłam pomóc nawet Peecie, przecież mnie nie pamiętał...
-Katniss nie martw się, napewno niedługo się zobaczycie.
-A jak On tutaj nie trafi? Bo jest taka możliwość, prawda?-Prim się nie odzywa potwierdzając moje przypuszczenia.
-Kaczuszko ja jestem tu szczęśliwa, ale świadomość że stał się zupełnie inną osobą i ożenił się z Seveną... Wciąż o Nim myślę. Żałuję że Mu nie pomogłam.-Przed śmiercią nic innego nie robiłam, tylko leżałam w lochu załamana. Nawet gdy Peeta przychodził, by dać mi jedzenia. Mogłam się wziąć w garść i spróbować Go przywrócić i uciec, a nie się wygładzać. Byłam głupia i straciłam swoją szansę. Mam chociaż nadzieję, że Peeta jest szczęśliwy...

***

Otwieram szeroko oczy i rozglądam się dookoła. Jestem z powrotem w ciemnym pokoju. Wciąż jeszcze żyję. Może to miało mnie ostrzec? Ostrzec przed tym co może się stać? Tam gdzie byłam we śnie było pięknie, ale chciałabym jeszcze trochę pożyć, pomimo tego jak bardzo za Nimi wszystkimi tęsknię. Nagle słyszę czyjeś kroki. Kładę się na podłodze i udaję, że śpię.
-Wiem, że nie śpisz. Nie bój się nic Ci nie zrobię.-Ten głos. Taki delikatny, cichy i spokojny. Staram się jeszcze przez chwilę delektować się nim i dopiero po chwili odpowiadam.
-Co Ty tutaj robisz? Nie powinieneś być teraz ze swoją dziewczyną?-Mowię z odrazą. Zauważam na Jego twarzy zakłopotanie.
-Emm nie...to znaczy tak,ale... przyniosłem Ci coś do jedzenia.-Rzucam się na kawałek chleba i zaczynam go w siebie wpychać.
-Ty go piekłeś? Bo smakuje identycznie, jak ten który zazwyczaj pieczesz.-Pozwalam sobie na lekki uśmiech, lecz po chwili przypomina mi się, że Peeta wcale nie pamięta jak piekł dla mnie różnego rodzaju pieczywa.
-Skąd wiesz, że piekę?
-Wiem też, że lubisz spać przy otwartym oknie, zawiązywać sznurówki na dwa razy i nie słodzisz herbaty...A no i Twoim ulubionym kolorem jest pomarańczowy jak zachód słońca. Lubisz też malować, masz prawdziwy talent. Oprócz tego lubisz też mnie całować i ogólnie spędzać ze mną czas. Wiele razy Cię zraniłam, ale Ty i tak mnie kochałeś. W przyszłości chciałbyś mieć dzieci. Kochasz dzieci. Jesteś spokojny i delikatny, lecz czasami wpadasz w furię. Zawsze służysz chętnie pomocą...-Chcę powiedzieć Mu jeszcze więcej, ale łzy napływają mi do ust i nie jestem w stanie kontynuować. Z resztą jaki to miałoby sens? On nadal nie wie kim jestem.
-Coś dużo wiesz na mój temat jak na obcą osobę.
-Bo ja nie jestem obcą osobą. Jestem Twoją Katniss.
-Wybacz, ale naprawdę Cię nie pamiętam i niemożliwe by było żebyśmy się znali wcześniej, ponieważ ja od urodzenia mieszkam w Kapitolu. W dzieciństwie, miałem jedną przyjaciółkę. Sevenę. Przepraszam, ale muszę już iść...
-Peeta, zaczekaj! Mogłabym Cię przytulić?-Pytam z nadzieją w głosie. Widzę jak blondyn zastanawia się co zrobić, lecz ostatecznie podchodzi do mnie i obejmuje mnie swoimi silnymi ramionami.
-Nie jesteś wcale taka zła jak mówiła Sevena.-Szepcze mi do ucha, po czym wychodzi.

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 8 "Zdrajca"

Zapraszam do kolejnego rozdziału :) Mam nadzieję, że będzie dużo komentarzy. Serio. Jest ich coraz mniej :( Liczę na Was. Powinno się znajdować pod tym rozdziałem więcej komentarzy, niż pod poprzednim inaczej rozdział 9 się nie pojawi. Zapraszam również do zakładki "Zapytaj bohatera"

***

To niemożliwe. Przecież widziałam na własne oczy jak umierał. Widziałam jak się krztusił. Widziałam Jego martwe, staranowane ciało. Widziałam to na własne oczy. Widziałam to. Więc jak to jest możliwe, że żyje..? Może to jest zły sen? Kolejny koszmar, z którego się zaraz wybudzę w ramionach Peety?
-To napewno zły sen.-Szepczę do siebie, szczypiąc się w ramię.-Zaraz się obudzę.
-Skarbie, to rzeczywistość. Musisz się wziąć w garść. Trzeba się czegoś dowiedzieć o...
-Co Haymitch?!-Przerywam Mu.-Co Ty chcesz się dowiedzieć?! To koniec, rozumiesz? Już jestem martwa. Moje życie nigdy nie będzie wyglądało normalnie. Przeżyłam zbyt wiele.
-Więc co zamierzasz zrobić? Chcesz tu siedzieć i czekać na śmierć?-Nic nie odpowiadam tylko przytulam się do Johanny.
-Może jutro rano wyruszymy całą paczką do Kapitolu..? Oczywiście bez Effie i Annie, bo jedna będzie marudzić, a druga ma maleńkiego synka. Kto wie, może tam się czegoś dowiemy. Musimy dojść najpierw do tego, kto Tobie wysłał tą karteczkę, ale narazie wszyscy odpoczniemy.
-Ale ja nie chcę tak długo czekać. Najlepiej wyjechać już teraz. Może ten ktoś porwał Peetę? Może robi to samo, co Snow kiedyś? Krzywdzi Jego, by skrzywdzić mnie.
-Ciemna maso, musisz być wypoczęta. Nie chcesz chyba nam paść w połowie drogi?- Nagle w pokoju rozlega się jakiś dźwięk, po czym na ścianie pojawia się kosogłos. We trójkę zaczynamy się przyglądać temu co ma się za chwilę pojawić. Wiadomości rozpoczyna Ceasar, który mówi o nadchodzącym głosowaniu na nowego Prezydenta Panem, ponieważ Paylor postanowiła zrezygnować. Nie zwracam zbytnio uwagi na to o czym dokładnie mówi mężczyzna, do pewnego momentu.
-...A teraz przedstawimy państwu jedną z wielu w tym tygodniu wystąpień Zwycięzcy Peety Mellarka!-Znika Ceasar ze studiem, a pojawia się Peeta stojący na scenie i przemawiający do tłumu.
-Wiem, że przez ten okres wiele złego się zdarzyło, lecz nareszcie nadszedł tego kres. Nadeszła dla nas nowa nadzieja na lepsze jutro. Powinniśmy wybrać rozsądnie naszego przyszłego Prezydenta, dlatego chciałbym zgłosić do kandydowania Sevenę Snow. Niech Was nie zmyli nazwisko. Jest to silna i dobra dziewczyna, która jak nikt inny zna się na polityce oraz sprawowaniu władzy. Nikt lepiej Nas nie poprowadzi przez życie. Z Seveną mamy szansę na lepszą przyszłość.-Transmisja się kończy i obraz znika, a ja siedzę wpatrzona z niedowierzaniem w ścianę.  -To było dosyć dziwne...-Mówi Johanna patrząc na mnie, jakby chciała mi przekazać, że to zwykłe nieporozumienie i trzeba to jakoś racjonalnie wyjaśnić. Ale ja nie jestem już niczego pewna.
-Dobranoc skarbie. Wyśpij się.-Haymitch z Johanna wychodzą, a ja zostaję sama z moimi zmartwieniami.

***

Budzę się z krzykiem. Kolejny koszmar. Bez Peety jest coraz gorzej. Zastanwiam się czemu Peeta wygłasza przemówienia o niejakiej Sevenie Snow. Słyszałam kiedyś że jest to wnuczka Snowa. Po chwili orientuję się, że nie jestem w swoim pokoju. Czy już wyruszyliśmy do Kapitolu?
-Powiedz Snow, że się obudziła.-Mówi jakiś zamaskowany mężczyzna. Nie wygląda mi na Strażnika Pokoju. Jestem ciekawa czy jest to kolejny wytwór mojej wyobraźni...
-Wstawaj, dowódca Cię wzywa!-Krzyczy następny, po czym podnosi mnie z ziemi i wlecze przez ciemny hol. Coś czuję, że znajduję się w pociągu. Po kilku minutach, dochodzimy do głównego pomieszczenia. Jest tak samo ciemne jak hol.
-Witam, witam bohaterko.-Odzywa się z kpiną kobiecy głos. Nie mogę jednak ujrzeć do jogo należy, jest za ciemno.-Nareszcie mogę zobaczyć Ciebie na żywo.
-Czego chcesz ode mnie?-Szepczę drżącym głosem, na tyle głośno by kobieta mnie usłyszała.
-Twojej śmierci. Twojego bólu i cierpienia. Chcę, żebyś poczuła to samo co ja, gdy odebrałaś mi dziadka.-Zauważam sylwetkę wyłaniającą się z ciemności. Nie może być starsza ode mnie. Wręcz przeciwnie. Jest młodsza. Na oko ma jakieś 16 lat. Nagle coś sobie uświadamiam. Czy to możliwe..?
-Tty...Ty jesteś wnuczką Snowa, prawda?
-Brawo. Więc jednak potrafisz używać mózgu.-Uśmiecha się z kpiną i podchodzi coraz bliżej.-Wiesz co? Kiedyś uważałam Cię za wzór, na szczęście szybko zrozumiałam, że popełniam błąd. Jesteś mordercą. Przez Ciebie świat stracił równowagę, został pogrążony w chaosie. Wszyscy są równi, a to oznacza panikę i zamieszki. Ludzie muszą mieć kogoś kto ich podzieli na lepszych i gorszych. Kogoś kto pokaże im czym są i kogo powinni słuchać. Sami, bez przywódcy sobie nie poradzą. A przywódca powinien być ostry i wymagający, jak mój dziadek kiedy jeszcze żył. Ale przez Ciebie to wszytko poszło w niepamięć. Jeżeli nie pokażesz ludziom gdzie jest ich miejsce, będą zagubieni i skazani na śmierć. Dlatego właśnie...
-... chcesz to przywrócić. Strach i przemoc.-Dokańczam za nią.
-Tylko tak nad nimi zapanujesz.
-Ale nadal czegoś nie rozumiem. Jeżeli chcesz zostać Prezydentem Panem, to po co mnie porwałaś i co zrobiłaś Peecie, że przemawia w Twoim imieniu?-Pytam.
-To oczywiste. Peeta był mi potrzebny jako głos. Przemawiając do ludzi w różnych Dystryktach i przekonując ich, że powinni zagłosować na mnie zwiększa moje szanse na wygraną. A Ty moja droga jesteś potrzebna do zemsty. Zabiłaś mojego dziadka, a wraz z Nim porządek. Teraz ja odbiorę Tobie to co kochasz.
-Co z Nim zrobiłaś?! Peeta by nigdy Tobie nie pomagał!-Krzyczę zrozpaczona.
-Jesteś tego taka pewna..?-Pyta z niedowierzaniem.-Peeta! Chodź do mnie!-Po chwili z ciemności wyłania się kolejna postać. Przecież to mój Chłopiec z chlebem. Wstaję z podłogi i biegnę do Niego, by Go przytulić, lecz ten zdziwiony patrzy na mnie jak na wariatkę i podchodzi do Seveny. Obejmując ją.-A no tak zapomniałam wspomnieć, że Peeta był takim moim małym bonusikiem.