środa, 11 marca 2015

Rozdział 12 "Las"

Katniss:

Biegnę ile sił w nogach. Byleby jak najdalej stąd. Muszę... No właśnie, co ja muszę? Do Peety nie mam co wracać. Nie pamięta mnie. Cieszę się jego szczęściem, lecz niestety może nie było nam pisane bycie razem. Moi przyjaciele są bezpieczni. Cali i bezpieczni. Chciałabym ich zobaczyć, ale nie zamierzam wracać. Chcę wyjechać gdzieś, gdzieś daleko. Nie do 12 Dystryktu. Nie mogłabym znieść widoku blondyna, o ile by w ogóle wrócił. Jest w końcu prezydentem, a to jest duża odpowiedzialność,  więc wątpię, żeby chciał wracać. Może tak będzie lepiej? Może będzie szczęśliwszy z dala ode mnie? Teraz zacznie nowe życie. Bez cierpienia oraz bólu, jaki mu sprawiałam za każdym razem, gdy był w pobliżu mnie...
Nagle się zatrzymuję. Coś mi tutaj nie pasuje. Jestem w lesie i robi się coraz ciemniej. Nie znam tutejszego lasu, nigdy tu nie byłam. Do głowy przychodzi mi nieciekawa myśl.  Chyba się zgubiłam... Wzdycham cicho i rozglądam się po okolicy. Co teraz? Wyśpiewuję krótką melodię Kosogłosów, a po chwili odpowiadają mi właśnie te ptaki. Jeżeli ktoś jeszcze o mnie pamięta to rozpozna moje "S.O.S". Siadam pod grubym drzewem i cicho pogwizduję. Pomimo mroku jestem zdolna zauważyć moje  niektóre rany i blizny. Nagle słyszę głośne łamanie gałązki i aż sama nie mogę w to uwierzyć.

Peeta:

-Co to znaczy "nie wiem gdzie jest Katniss"?-mało nie krzyczę.
-No po prostu, nie wiem. Podobno wybiegła zaraz po ogłoszeniu wyników I słuch po niej zaginął.
-Miałaś ją mieć na oku!
-Oj kochanie, po co ci ona? Masz przecież mnie, nie pamiętasz?
-Pamiętam I to aż za dobrze. Wszystko pamiętam, rozumiesz? Wszystko.
-Przecież to niemożliwe, mieli tobie dać..
-Co dać?-Przerywam jej.
-N-nic...
-Mów!
-Większą dawkę serum.-Szepcze. Nie mogę w to uwierzyć. Dałem się. Po raz drugi.
-Po co mi podalas te serum? Żeby mieć nade mną kontrolę?
-Nie! Znaczy się w pewnym sensie tak. Kocham ciebie I chciałam, żebyś i ty pokochał mnie.
-I po to to wszystko było? Bo buzuja ci hormony? Zakochasz się jeszcze nie raz, uwierz mi.
-To nie wszystko. Chciałam po prostu, żeby rządy Snowa wróciły.
-Dlaczego?-Pytam ze zdziwieniem.
-Bo jestem jego wnuczką.

Czuję jak wiatr muska moją skórę. Muszę znaleźć Katniss. Tylko to  się liczy. Nie mogłem tam dłużej siedzieć, za dużo emocji jak na jeden dzień. Z tego co kojarzę jestem w tutejszym lesie. Znam Katniss i mogę się założyć, że gdzieś tutaj jest.

Katniss:

Odwracam się i widzę Peetę. Nowego prezydenta Panem. Jestem ciekawa co on tutaj robi, w końcu jego dziewczyna została w mieście.
-Wszędzie cię szukałem.
-Po co?-Pytam zdziwiona.
-Martwiliśmy się o ciebie...
-Ty czy cała reszta?
-Jeżeli tutaj jestem to chyba oczywiste, że ja również. Katniss ja...-Przerywam mu.
-Nie Peeta. Ja-a sobie poradzę...  Ty masz ważniejsze sprawy na głowie niż dziewczynę, którą ledwie pamiętasz. Masz nową dziewczynę, nowe obowiązki. Nie ma tam miejsca dla mnie.
-Nie mów tak. Chciałem ci właśnie powiedzieć, że...
-Przestań! Nie widzisz, że mam dość litości! Nie mogę być blisko ciebie, wiedząc, że nie mogę ciebie pocąłować,przytulić. To mnie przerasta.-Nagle Peeta podchodzi  do mnie i ujmuje moją głowe, głęboko patrząc mi w oczy.
-Pamiętam cię, Katniss.-A ja tylko zamykam oczy, a blondyn łączy nasze usta w namiętnym pocałunku.  Jednak warto było czekać...

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Chciałyśmy Was przeprosić za tak długie czekanie. Po prostu zbliża się koniec roku, ja mam egzaminy, bierzmowanie i ciężko mi było to wszystko połączyć, ale obiecuje(my) że rozdziały będą pojawiać sie częściej. Wiem, że ten rozdział jest krótki, ale Maya nie miała dostepu do internetu, ze mną też kiepsko i jakoś tak wyszło. Weszłam dzisiaj i posatanowiłam coś dla was wyskrobać. Mam nadzieje, że nam wybaczycie :)